Sobotnie pogaduchy i akcja czytelnicza

Cześć.
Jest sobota wieczór, siedzę na łóżku i jedną ręką składam pranie, a drugą piszę. Nie wiem o czym. Wpis jeszcze nie ma tytułu, choć kilka przewija mi się gdzieś między zwojami.
To setny wpis, więc obiecałam, że będzie.
Ale nie obiecałam, że będzie taki jak inne.

piórko - bthegreat.pl

Jakbym się przez chwilę zastanowiła, a szukając bloku piórka, żeby je tu wkleić, miałam taką wolną dla myśli chwilkę, to zaczęłam ten wpis trochę jak Wspaniały List. Bo wtedy siadam i po prostu piszę to, co czuję.

Okej, skłamałam, raz chwytam za laptop, a raz za pranie, bo nie da się rozdzielić po jednej ręce do każdej czynności, żeby robić to jednocześnie. Przynajmniej mi nie wychodzi.
Zrobiłam właśnie krótką przerwę aby uporać się z kolejnymi ciuchami. W końcu nie chcę być darmozjadem, którego w sumie cały dzień nie było, a jak wrócił to jadł, oglądał film i w sumie jutro też go nie będzie. I pojutrze. I tak przez kolejne pięć dni.

Ale wróćmy do tego, co pisałam wcześniej – Wspaniały List. Wiecie, w newsletterze piszę do tego grona pięćdziesięciu kilku osób, więc nie jest to setka ani tysiąc, więc puszczam hamulce i robię dziwne rzeczy. Na przykład dzielę się filmikami jak nieudolnie próbuję nie spaść z dysku sensorycznego, pokazuję co można znaleźć po wpisaniu mojego imienia i nazwiska w googla i inne takie.
No i oczywiście czasem sypnę mądrym porzekadłem.
“Jak umrzesz, to jesteś martwy”.
Jeden z moich najznakomitszych dzieł.

Dobra, starczy, do upokarzania się jest newsletter, tu spróbuję jako tako zachować godność.

Jak wspomniałam wcześniej, nie było mnie dziś dzień cały. Taki ze mnie freak, co w sobotę budzi się przed siódmą, żeby wsiąść do metra, a potem nim dojdzie ósma załadować się do psiobusu na zawody.
Niezapomniane chwile.

Dog Games Spring wciąż trwają, bo jeszcze niedziela przed nami, ale jakby odjąć jeden od dwóch, to wychodzi, że połowa za nami. Ta matma to jednak cwane narzędzie.
Więc po trudnych kalkulacjach doszłam do wniosku, że ten czas bardzo niegrzecznie przelatuje mi przez ręce. Co więcej, on po prostu mnie ignoruje – moje wołania o zmianę tempa, cofnięcie się, zapętlenie czy pominięcie. Masakra, jakby nie wiedział kim ja jestem i jakiego mam prawnika.

Mój laptop usilni pokazuje mi przycisk “rozwiąż problemy”, bo skarży się na braki pamięci i inne zagwozdki egzystencjalne, ale mam inne rzeczy na głowie. Chociażby nieogarnięte włosy.
Och, jakie to było nieśmieszne. Aż się skrzywiłam.
Coś mi nie idzie z byciem poważną, dobrą, mądrą Zośką. Meh.

Bet z ciężkim westchnięciem właśnie obrócił się na bok, mlasnął ze dwa razy i poszedł spać. Moje myśli są tak przytłaczające w swojej nieśmieszności, że aż musiał zmienić pozycję umierania po pierwszym dniu zawodów.

Skończyła mi się woda w szklance. Kiedy piszę zasycha mi w ustach równie szybko jak gdy mówię. To chyba nienormalne, ale nie dbam o to. Nie wstanę teraz i nie pójdę kilkunastu metrów do kuchni, bo jeszcze wpadnie mi do głowy pomysł jak zatrzymać globalne ocieplenie klimatu i nie zdążę go zapisać.

piórko - bthegreat.pl

Dałam kolejne piórko, może mój mózg zrozumie aluzję, że jest jakaś granica w ilości słów ociekających ironią i szyderą. To jest ta kreska, której już nie powinnam przekraczać. A przynajmniej nie obydwiema stopami.

Dzisiaj na zawodach startowałam w konkurencji Super Pro Toss&Fetch. Brzmi bosko, bo uwzględnia to, że teraz jestem profesjonalnym zawodnikiem, bo w tych konkurencjach to amatorzy nie próbują, bo przecież nawet nazwa i bla bla bla. Generalnie trzeba umieć rzucić dalej niż na drugą stronę ulicy (chyba że taka duża, to wtedy chyba wystarczy), pies ma to złapać i najlepiej jeszcze wzbić się przy tym w powietrze, a potem przynieść.
I tak przynajmniej pięć razy. Fajnie, nie?

Wyszłam, rzuciłam, Bet złapał to co było do złapania, zeszłam z pola. Już.
To był mój pierwszy start, podczas którego udało mi się w pełni wrzucić mózg w tryb “biegaj po tęczy”. Kiedy Beethoven załapał, że weszłam w ten tryb, czym prędzej do mnie dołączył i razem kucykowaliśmy po polu.
Tak się rozpędziliśmy, że zrobiliśmy wynik życia i siódme miejsce na zawodach.
Takie tęcze to ja lubię.

Jutro czeka nas ThrowNGo level1. Tutaj już nie ma takiej zaawansowanej nazwy, ale wychodzę z założenia, że skoro nie udało nam się na razie zrobić wyniku w pierwszym poziomie, to nie widzę powodu, żeby wyeliminować się z tej konkurencji (tym samym idąc do poziomu drugiego) i ułatwić w ten sposób innym zawodnikom wygraną – jak jest mniej ludzi to trudniej przegrać. Chyba.

W przyszłym tygodniu szykuje się wyprawa życia, ale o niej będę informować na bieżąco lub nie – zobaczymy jak będzie z internetem i baterią. Przynajmniej chęci mam dobre.

piórko - bthegreat.pl

Jak dobrze, że pielęgnuję swoje uzależnienie od telefonu, bo inaczej nie trafiłabym pół minutki temu na Facebooka i nie zobaczyłabym jednego posta, który by nie przypomniał mi o wyzwaniu czytelniczym!

Jest sprawa. Wiecie (albo nie), że lubię czytać. Robię to nałogowo, kompulsywnie i pewnie znalazłoby się kilka innych przymiotników, ale teraz ich nie pamiętam. Uwielbiam chłonąc historie zapisane w słowach, wierzę w moc liter ustawionych w takiej, a nie innej kolejności.

No i od lat czytam, po roku istnienia bloga zaczęłam tu przemycać różne czytelnicze treści (patrz kategoria książkoholik), a w efekcie zaczęłam zarażać innych.
Na początku kwietnia powstała inicjatywa wyzwania, które zachęciłoby większą liczbę ludzi do sięgnięcia po książki. Od słowa do słowa powstało takie cudeńko:

Wcale się nie chwalę, że to ja zrobiłam plakat. W żadnym wypadku.

W tym tygodniu, o ile nie utknę gdzieś między skałami, gdy zobaczę wąskie przejście i zapomnę o tym, że nie mam już sześciu lat i braku szerokich bioder, będę trąbić o wyzwaniu na Facebooku, Instagramie i pewnie nawet przykleję plakat gdzieś tu na blogu.

Grafikę zachęcam do kradnięcia i wklejania gdzieś u siebie, im nas będzie więcej, tym weselej!

Może zanim każę Wam promować akcję, opowiem na czym ona właściwie polega? Jakie ja mam genialne pomysły.

Między Kartkami

Zbiory literatury powstałej na całym świecie są praktycznie nie do wyczerpania. Książek są tysiące, a wciąż powstają kolejne. Dlatego też uważam, że każdy może znaleźć coś dla siebie.
Przyłącz się do mnie, Patrycji z Kreatywnie z psem, Natalii z Bark Side i Dominiki z Smells like adventure i czytaj!

Wyznaczamy sobie cel – liczba przeczytanych stron tygodniowo. Ambitni mogą ustalić sobie liczbę dzienną, zależnie od tego, z czego łatwiej będzie się Wam rozliczać. Chodzi o to, żeby postawić sobie poprzeczkę na tyle wysoko, żeby było do czego mierzyć, ale też nie aż tak, aby móc pod nią przejść.

Szóstego maja włączamy stoper i przez kolejne cztery tygodnie nie wyciągamy nosa spomiędzy kartek. W każdą niedzielę wrzucamy podsumowania ubiegłego tygodnia – tak, aby drugiego czerwca skończyć po równych 28 dniach wyzwania.

Czwartki zostają mianowane dniami tematycznymi – wtedy każda z nas, organizatorek, będzie wrzucała róże treści około czytelnicze. Ja ze swojej strony mogę obiecać, że będzie ciekawie 😉
Oczywiście, znając siebie i swoją miłość do książek, postów na temat wyzwania i literatury będzie dużo więcej. Jednak czwartek jest takim dniem stałym i pewnym.

O wszystkim będziemy jeszcze mówić i z chęcią udzielimy też wszelkich odpowiedzi na pytania.
Psst, na sto procent, jeszcze przed rozpoczęciem wyzwania, wrzucę listy wartościowych, śmiesznych i ciekawych książek dla tych, komu brakuje pomysłów. O to proszę się nie martwić!
Swoimi celami też się gdzieś jeszcze podzielę, ale na wszystko przyjdzie czas, na spokojnie 🙂

Cała akcja działa pod hasztagiem #międzykartkami i tam będzie można znaleźć wszelkie informacje (pomijając oczywistą oczywistość czyli blogi, fanpage i instagramy organizatorów). Wszystkich chętnych zapraszam do wrzucania swoich postępów, ciekawostek i innych treści około książkowych i dodawania tego właśnie hasztagu.
Można mnie też oznaczyć dla pewności 😉

No to co – czas podzielić się nowinkami ze znajomymi! Startujemy już 6.05!

piórko - bthegreat.pl

Chyba na luźne przemyślenia czas będzie kiedy indziej, teraz tak mnie pochłonęło to wyzwanie, że muszę już kończyć. Inaczej będę miała przeraźliwie długi wpis! I nie zdążę się przy okazji wyspać – sami wybierzcie, co straszniejsze 😉