Konsumpcjonizm – także u psiarzy

Kochany Czytelniku, to może nie być najmilszy wpis dla Ciebie, jeśli słowo “Święta” powoduje u Ciebie drżenie rąk, wyjęcie pieniędzy z portfela i wydanie ich w zakupowym szale. Nie zamierzam Tobie ani nikomu innemu tego zabraniać. Po prostu podzielę się swoją opinią i przemyśleniami, a to że może być to jedna wielka krytyka, to już inna sprawa. W końcu od tego mam blog, prawda? 😉

Za moment Święta. To czas, który dla mnie wiąże się z dobrocią, wrażliwością na drugiego człowieka, pomaganiem sobie nawzajem, ale również upominkami. Dla rodziny, nieznajomych, ale i nas samych.

I nie ma w tym nic złego. Poprzez podarunki możemy zaznaczyć, że nasze intencje i uczucia są szczere, a tej osobie życzymy jak najlepiej. Tylko problem jest jeden. Prezent jest dodatkiem, nie sensem.
Na pierwszym miejscu stoją emocje, wsparcie i bycie razem – nie przedmioty! Za każdym razem kiedy słyszę bezuczuciowe “wesołych świąt…” i towarzyszące mu wciśnięcie prezentu, jest mi niesamowicie przykro. To do jaką bezuczuciowość osiągnęli niektórzy ludzie jest przerażające. Uwierzcie mi, że włożenie w to wszystko serca i naszego czasu jest dużo ważniejsze.

Grudzień zwykle obfituje w różnego rodzaju targi, promocje i przeceny. Tyczy się to również psiego świata, więc gdy kolejne takie wydarzenie dobiegło końca i zaczęły się pojawiać zdjęcia “upolowanych” przedmiotów, coś we mnie pękło.

Od razu chciałabym zaznaczyć, że to nie tak, że nasz pies ma chodzić w obroży ze starego paska od spodni, a jako smycz idealnie nadadzą się splecione stare sznurowadła. Dajemy naszym czworonogom dobre jakościowo jedzenie, gryzaki zrobione z bezpiecznej gumy, więc i akcesoria spacerowe powinny być wytrzymałe. Jeśli ktoś lubi, mogą być kolorowe, z kolcami, łańcuszkiem, półzaciski – cokolwiek sobie wymarzymy.

Temat, który chciałabym poruszyć to konsumpcjonizm.
Z definicji oznacza:


konsumpcjonizm, konsumizm «nadmierne przywiązywanie wagi do zdobywania dóbr materialnych» 

Słownik Języka Polskiego PWN

Przeglądamy Facebook’a, nagle miga nam przed oczami post uwielbianej przez nas firmy smyczy i obróżek. Natychmiast zaprzestajemy scrollować i co widzimy? Nowy wzór. Te dwa słowa działają na nas jak zapalnik, wiemy że będzie idealnie pasował do sierści naszego psa, co z tego że w szufladzie leży 10 świeżych nabytków, których i tak pewnie nasz czworonóg nie zdąży nigdy mieć na sobie.

Oczywiście nieco to podkoloryzowałam, a przynajmniej mam nadzieję, że takich osobników nie ma. Teraz przychodzi pytanie: co w tym właściwie jest złego?
Przyczyny i skutki.

Po pierwsze, dlaczego tak bardzo chcemy kupić kolejną rzecz? Poprzednia nam się zepsuła? Nie może dłużej pełnić swojej funkcji? Czy może po prostu mamy taką chęć?

Po drugie, prawie nikt się nie zastanawia jakie to może mieć skutki na większą skalę. Oczywiście jest to malutka kropla w wielkim oceanie problemów, ale nie musisz się do tego dokładać. Cierpimy na nadmiar wszystkiego, bo produkcja jest nieustanna i końca nie widać. Z drugiej strony ciągle łakniemy więcej i napędzamy to błędne koło rynkowe. 

Nie musimy wciąż kupować. Jeśli myślisz, że to zagwarantuje Ci bycie szczęśliwym, to problem jest dużo poważniejszy i zalecam rozmowę z psychologiem.
*Tutaj małe odejście od tematu, bo nie chcę żeby ktoś poczuł się urażony. W obecnych czasach każdy powinien choć raz pójść do terapeuty na jedną lub dwie sesje. Nie wspominam tu o osobach wypalonych zawodowo, znerwicowanych, z depresją i ogromem innych problemów, bo tutaj obowiązkowa powinna być dłuższa terapia. Psycholog to nie jest osoba, po której pomoc zwracają się osoby “niepełnosprytne”. To wykształcony człowiek, którego zadaniem jest nam pomóc i większość z nich chętnie to zrobi angażując się w to na 110%.*

Psu jest wszystko jedno w której obroży chodzi czy jaki kolor mają jego szelki. Rozumiem, że chcemy aby nasze czworonogi wyglądały estetycznie – sama tego chcę pod kątem Beethovena. Tylko że tę rolę świetnie spełni jeden komplet, dwa (aby mieć jeden zapasowy gdyby pierwszemu coś się stało), ewentualnie trzy. A kiedy kolejne to osoby chwalą się swoimi “zbiorami” zawierającymi dziesiątki przedmiotów, na myśl przychodzi mi jeno pytanie. Po co?

Jeśli już jesteś pewien, że potrzebujesz kolejnej rzeczy, bo ktoś ma urodziny albo brakuje Ci ważnego wyposażenia domu, to rzuć wpierw okiem na tę piramidę.

Grafika z Fanpage’a WWF Polska autorstwa Pawła Warczyńskiego

Tymi zasadami kieruję się, a przynajmniej próbuję, na co dzień. Nie dokładajmy ręki do dalszego wyniszczania naszej planety, bo za kilkadziesiąt lat nie będziemy mieli gdzie żyć. 

Kupowanie z drugiej ręki nie jest nic złym. Oczywiście zdarzają się jednostki wybitne, które cwaniakują jak mogą, ale w większości przypadków nic nie stracisz kiedy derka będzie miała minimalne ślady użytkowania. W końcu potrzebujesz jej, aby spełniała swoją funkcję, a nie leżała na półce jako eksponat, prawda?

Wymiana jak i pożyczanie powinny zostać ozłocone. Organizujesz jakąś większą imprezę i olaboga, zabrakło zastawy. Jeden telefon do przyjaciółki lub ładny uśmiech w kierunku sąsiada i problem rozwiązany. Możliwość zamieniania się z kimś przedmiotami jest równie wspaniała, sama brałam już dwa razy udział w wymianie ciuchów, dzięki którym mogłam odświeżyć swoją garderobę.

Użyj tego co masz. Bardziej wartościowe zdanie od połowy znajdujących się na tatuażach, a jednak regularnie zapominane. Pozwolę sobie tu przytoczyć fenomenalną inicjatywę w mojej klasie z okazji wigilii klasowej, bo uważam że idealnie wpasowuje się w założenia dzisiejszego wpisu. 
Trwa dyskusja, bo organizacja takiego wydarzenia w szkole dla ponad trzydziestu osób to nie bułka z masłem. Kwestię jedzenia zostawiamy na później, zabieramy się za przedmioty nam bezdyskusyjnie potrzebne na wigilii – czyli zastawy. Jestem dumna, że mogę być częścią tak rozumującej grupy, bo każdy z nas zobowiązał się do przyniesienia własnego kubka i widelca. Brzmi jak nic specjalnego, prawda? Ale oznacza zmianę zachodząca w społeczności. Dobrą zmianę.

W kontekście prezentów świątecznych może być już troszkę za późno, bo większość osób ma swoje paczki już pięknie opakowane i gotowe do wręczenia. Pomyśl jednak o tym na przyszłość, bo jak wiemy z doświadczenia myślenie “Mój głos nic nie zmieni” prowadzi donikąd.

W Katowicach trwa kolejny szczyt klimatyczny. Jeśli to nie jest chwila, aby zacząć coś zmieniać, to ja już nie wiem kiedy.

Jeśli udało Ci się przeczytać te wszystkie moje zażalenia i przemyślenia, bardzo Ci dziękuję. Musiałam to z siebie wyrzucić, a może dzięki temu ktoś postanowi zmienić coś w swoim życiu i/lub otoczeniu.
Na sam koniec mam do Ciebie dokładnie dwie prośby. Nie są bardzo czasochłonne, ale są dla mnie istotne.

Po pierwsze, poświęć niecałe pięć minut aby przeczytać ten artykuł. Dotyczy mniej więcej tematu mojego dzisiejszego wpisu, ale jest dużo bardziej merytoryczny niż chaotyczne myśli nastolatki. Niezależnie od Twoich poglądów politycznych i tego jakich gazet czytasz, ten artykuł Rzeczypospolitej jest warty przeczytania.

Po drugie zastanów się przez moment, co możesz zrobić. Wbrew pozorom dużo więcej niż nic. Postaraj się zacząć wcielać to w życie.

Dziękuję, to wszystko.