Zbiór myśli Zośki na temat blogowania

Coraz więcej osób chce przelewać swoje myśli nie tylko na papier, ale też na klawiaturę. A potem wysyłać to dalej, w otchłań zwaną Internetem. Jednak gdy w wolnej chwili, usiądziemy przy komputerze i przejrzymy dużą ilość stron, możemy dojść do wniosku, że nie każdy się do tego nadaje. Bądź łagodniejsza wersja, nie wszystkie rzeczy publikowane cieszą oko.

Dzisiaj będzie nieco bardziej krytycznie niż zazwyczaj, ale zarazem prawdziwie. Jeśli jesteście gotowi na tę szczerą mieszankę, zapraszam do czytania.Żeby zostać blogerem, nie potrzeba wiele. Chwila wolnego czasu, założenie witryny i posiadanie komputera/telefonu/tabletu podłączonego do Internetu. Potem tylko napisać kilka zdań, wrzucić, i już! Gotowe!

Zawsze wychodziłam z założenia, że robi się różne rzeczy z danych powodów (pomijam bezmyślne zachowania). Tak samo jest z pisaniem w internecie, coś nas do tego powinno skłonić. W moim przypadku była to chęć stworzenia miejsca w internecie, gdzie będę publikować wiarygodne recenzje, porady z życia wzięte, przemyślenia i relacje z wszelakich podróży. Przez pewien czas wstydziłam się nieco, bo był to dla mnie swego rodzaju pamiętnik. Szybko zostałam wyprowadzona z błędu. Zdecydowanie blog nie jest pamiętnikiem. Jeśli koniecznie szukamy analogicznego odpowiednika, to świetnym przykładem byłoby porównanie strony do kartki. Zapisujemy na niej swoje myśli, po czym kierujemy się w kierunku centrum miasta, głośno wołając, że oto wywieszamy na drzwiach ratusza nasze myśli i później dokładnie to robimy. Z tego co wiem, nie tak się używa pamiętnika 😉

Wróćmy do błądzenia po internecie. Podczas tej zabijającej czas czynności trafiłam na wiele różnych stron, niektóre z nich polubiłam, inne raczej mnie odpychały. Tak samo ważną rzeczą jak powód, dla którego piszemy, jest kilka innych rzeczy. Rzucającym się w oczy detalem, jest to, jak piszemy. Sztywno, z humorem, sarkastycznie, zwyczajnie – to wszystko nasz indywidualny styl. I dzięki temu, że jest oryginalny, jest tak piękny. W tej kwestii najlepiej zaufać instynktowi i pisać dokładnie tak, jak lubimy. Przecież i tak niemożliwe jest spodobanie się każdemu.

Jednak o takich aspektach pisałam już wcześniej, w tym wpisieolaboga!, aż sprzed roku!

Chcę tylko podsumować ten wątek, czy wiecie o co naprawdę chodzi w tym całym blogowaniu? O zabawę. O to, żebyśmy chcieli przed tą klawiaturą siadać, a nawet zmęczeni, po kilku chwilach łapiemy twórczy flow i po prostu piszemy. O wszystkie te błędy, popełniane wielokrotnie, o pasję, która zbliża do siebie ludzi pierwotnie nie mających nic ze sobą wspólnego. I to jest właśnie piękne, to kocham 🙂 

Zapowiadałam, że będzie krytycznie, przykro i z całą pewnością niemiło, a tu proszę – coś się za bardzo rozkręciłam 😉 Ale nie martwcie się, już wracam do myśli, która dręczyła mnie przez czas dłuższy (również podczas pisania tego wpisu), czyli…

Kiedy coś pójdzie nie tak, jak powinno…

W tej części wpisu chcę przytoczyć różne przykłady blogów czy postawy blogerów (oczywiście bez nazw i imion!), które podnoszą mi ciśnienie lepiej niż niejedna mocna kawa. Są to przypadki, z których osoby chcące zacząć pisać, mogą coś wywnioskować. Zaczynamy!

1. Zamknięty umysł

Zawsze uważałam, że rada to coś, co jest mile widziane. Szczególnie gdy coś ląduje w sieci, czuję się zaproszona do tego, by wyrazić swoją opinię. Za każdym razem miło i kulturalnie zwracam uwagę na coś co, przynajmniej dla mnie, jest istotne. Tymczasem zderzam się z postawą: „Nie Twoja sprawa!”, „Nie obchodzi mnie to, co myślisz”. Nie jest to nic przyjemnego, a tym bardziej nie pozwala na rozwój strony. Rozumiem, że nie każdy może być zwolennikiem konstruktywnej krytyki, ale naprawdę? Takie słowa? Świadczy to tylko o kulturze osobistej.

Jeśli nie nauczymy się wyciągać jak najwięcej z opinii innych (rozumiem przez to przeanalizowanie tej wypowiedzi i zastanowienie się nad tym, czy przypadkiem nie jest to dobra rada), to nasza strona będzie się rozwijać w dość… powolnym tempie. Musimy jej to po prostu umożliwić. Właśnie dlatego tak bardzo cenię sobie Wasze komentarze i wypowiedzi 😉

2. Drogi Pamiętniczku…

To co opublikujemy w sieci, na zawsze gdzieś w niej zostanie. Możemy usuwać, ale nic nie poradzimy na to, że ktoś zrobił zrzut ekranu lub podał artykuł dalej. Dlatego też, blog opublikowany NIE jest pamiętnikiem. To nie tak, że napiszesz kogo nie lubisz czy poruszysz kontrowersyjny temat i nikt tego nie zauważy. Możesz mieć za to pewność, że wpis, który chcesz żeby przemknął cicho w blogosferze, zostanie najbardziej nagłośniony. Prawo Murphy’ego, tak?

Jeśli wrzucasz coś do sieci, musi Ci zależeć na jakimś odbiorze. Umówmy się, gdyby tak nie było, to kupiłbyś zeszyt w papierniczym za kilka złotych i pisał na kolanie swoje myśli.

3. Będzie wyglądało jak tego chcę.

Kiedy wchodzimy na jakąś stronę, zawsze pierwszym co widzimy, jest wygląd. Jeśli jest to czerwona czcionka na pstrokatym tle, mogę się założyć, że większość osób zrezygnuje z zagłębiania się w treść. Wynikiem tego jest odstraszanie Czytelników, zamiast zachęcania – a o to chyba chodzi?

Nie trzeba kupować drogich szablonów czy chodzić na wiele kursów programowania żeby stworzyć idealny wygląd strony. Wystarczy pobrać darmowy szablon i wybrać kolory przyjemne dla oka. Jednak niektórzy wychodzą z założenia, że będą mieli tak jak im się zachce. Proszę bardzo, rób co chcesz! Tylko potem się nie dziw, że te statystyki jakieś niezadowalające 😉

4. Rzeczy, rzeczy, więcej rzeczy!

Kiedy prześledzi się niektóre strony, ich zawartość ogranicza się do pisania o tym, dlaczego warto ich wybrać, recenzji jakiś rzeczy i zgłoszeń do różnych konkursów. W sumie, możesz nie znaleźć nic prócz tego. Na grupach co chwilę widać pytania o obecnie trwające konkursy (koniecznie rzeczowe!) lub firmy chętne na współpracę barterową. A jeśli nie uda im się wygrać, zaczyna się zabawa. „Zawsze wygrywają psy rasowe/kundelki/znani blogerzy/wstaw cokolwiek pasujące do sytuacji!”, „O nieee, znowu wybraliście kogoś innego (mnóstwo smutnych znaczków)”.

Jestem pewna, że firmy widząc taką postawę, nie będą polecać takiego „blogera”. No bo spójrzmy prawdzie w oczy, czy chciałbyś być reprezentowany przez osobę tak się zachowującą?

5. Psie Szafiary

Tutaj sprawa jest nieco podobna do tej z poprzedniego punktu, ale moim zdaniem zasługuje na wyróżnienie. Chodzi mi o przypadek strony, gdy na każdym zdjęciu jest mnóstwo oznaczeń, bo przecież każda firma musi wiedzieć co mój pies ma na sobie tym razem. Nie ma tu merytorycznych treści, tylko ładne zdjęcia. Do tego na każdy dzień miesiąca jest wybrana inna zabawka, inne akcesoria. No bo chodzić w tym samym kilka razy? Co to za pomysł?

To połączenie maniactwa z monotonnością – na blogu ukazywać się będą raczej recenzje niż cokolwiek innego.

Na koniec pragnę dodać, że jestem świadoma tego, że każdy może robić co chce. Żyjemy w wolnym kraju, więc powinnam po prostu wychodzić z takim miejsc, które mnie nie kręcą zamiast rozpisywać się na ich temat. Jednak jest to miecz obusieczny – mam prawo napisać co tylko uważam, dopóki nie obrażam danych. A potępianie konkretnych postaw/zachowań u ludzi występowało już u Kochanowskiego czy Krasickiego. Nauczyłam się tego w szkole, zrzucam całą winę i odpowiedzialność na system szkolnictwa! 😉

Jeśli macie swoje nielubiane typy, piszcie śmiało w komentarzach! Chętnie dodam tutaj coś od Was 🙂