[Recenzja] Karma Canagan Grass-Fed Lamb

Bierzemy z Beethovenem udział w dużej liczbie konkursów, ale spójrzmy prawdzie w oczy, w większości przypadków nie jesteśmy nawet zauważeni. Tym razem było nieco inaczej, udało nam się zająć jedno z pierwszych miejsc. W ramach nagrody, otrzymaliśmy kilka psich produktów – w tym karmę Grass-Fed Lamb firmy Canagan.

Zacznijmy od samego początku. Wysłanie przesyłki przeciągało się niemiłosiernie, ale w żadnym momencie nie była to wina firmy czy też organizatora konkursu. Jedna z osób, które zajęły znaczne miejsce w konkursie nie chciała podać danych kontaktowych na czas, a przesyłki wysyłali jednocześnie.

Z tego też powodu karma dotarła do nas co najmniej dwa tygodnie po planowanym terminie, ale wiedziałam o zaistniałej sytuacji, więc nie widziałam sensu w kłóceniu się o datę dostawy. Bądźmy dla siebie ludźmi 😉

Składniki

Kiedy dotarła, odsiedziała na półce prawie półtora miesiąca – wtedy testowaliśmy karmę Belcando i nie chciałam tego nagle przerywać. Kiedy w końcu miałam chwilę, żeby przyjrzeć się opakowaniu, znalazłam to:

Świeżo przygotowana jagnięcina bez kości (43,5%), suszona jagnięcina (17%), słodkie ziemniaki (bataty), ziemniaki, białko z groszku, groch, białko ziemniaczane, suszone jaja (2%), lucerna, wywar z jagnięciny (1,5%), olej z łososia (1%), minerały, witaminy, glukozamina (1000 mg / kg), MSM (1000 mg / kg), jabłko, marchew, szpinak, psyllium, wodorosty, fruktooligosacharydy, chondroityna (700 mg / kg), rumianek, mięta pieprzowa, nagietek, żurawina, anyż i kozieradka.

Pogrubienia dodałam ja!

Skład całkiem zadowalający, ale ze względu na moje niedoinformowanie (lub złe wykształcenie, niepotrzebne skreślić) nie miałam pojęcia czym są niektóre rzeczy zawarte w karmie. 

To syndrom psa blogera… Chce być na każdym zdjęciu, zawsze czeka na otwarcie paczki, bo na pewno jest w niej coś dla niego. Rozwydrzony pies.
  1. Lucerna – roślinka z rodziny bobowatych. Dla „nie-biologicznych świrków”, jest to zielony pęd przypominający trochę koniczynę, ale osiąga większe rozmiary. Jak się okazuje, ma wiele witamin i składników mineralnych. Często stosowana jest jako pasza! Można ją dodawać, jak popularne kiełki rzodkiewki, do kanapek i sałatek.
  2. MSM – wiem, że są takie suplementy firmy Pokusa i wiele sportowców dodaje je psom do jedzenia. Ma coś wspólnego z budowaniem masy mięśniowej – tyle wiedziałam przed poszperaniem w internecie. Co to w końcu jest? Metylosulfonylometan, związek organiczny z siarką. Obecny w naszych kościach i mięśniach, trzeci (!) pod względem zawartości w ludzkim organizmie, więc wynika z tego, że jest dość ważny. Jego zastosowania są tak liczne, że zanudziłabym Was wypisując je wszystkie. To co jest ciekawe, to jego działanie podobne do swego rodzaju „wzmacniania” witamin! Jedno jest pewne, nie szkodzi, a zdecydowanie pomaga!
  3. Psyllium – łuski babki jajowatej. Nie żartuję! Naturalny błonnik, przeciwdziała zaparciom i biegunkom. Pomoc dla brzuszka, raz!
  4. Fruktooligosacharydy – trochę tej biologii i chemii się uczę, więc na pierwszy rzut oka wiedziałam, że to jakieś dwucukry. Trochę to dla mnie za mało, więc też zaczęłam szukać. To związek z grupy błonników wspomagający rozwój bakterii probiotycznych. To te wszystkie kapsułki i saszetki , które musisz brać kiedy rewolucje żołądkowe przestają być tylko burczeniem 😉 Kolejny świetny produkt dla brzucha!
  5. Chondroityna – związek dość istotny w stawach, więc coś idealnego dla psiego sportowca. Jednak im dłużej szukałam informacji, tym więcej tekstów znajdowałam potwierdzających jego nieskuteczność. Sama nie wiem co o tym myśleć, na szczęście nie ma żadnych negatywnych skutków ubocznych, więc stać się nic nie stanie 😉 
  6. Kozieradka – kolejna roślinka, której pozytywne efekty dość jasno wskazują na układ pokarmowy. Postanowiłam jednak poszukać czegoś bardziej interesującego i jak się okazało, kozieradka w dużym stopniu chroni wątrobę oraz zmniejsza ryzyko nowotworu jelita grubego u ludzi (chodzi o konkretne komórki raka).

Uff, to wszystko! Sporo tego, ale wolę spędzić trochę więcej czasu nad analizą składu i dowiedzieć się czegoś nowego, niż potem próbować ratować swojego psa, bo zjadł coś niewłaściwego. 


Nasza Opinia

Beethoven szamał karmę, aż mu się uszy trzęsły. Mam wrażenie, że smakowała mu bardziej niż Belcando, ale w końcu kurczak i owca to zupełnie inne światy 😉 

Kiedy  większość karmy zostało zjedzone, resztki trzymałam w puszce na półce – oszczędność miejsca i dużo wygodniejsze przechowywanie 😉 Jestem zakochana w tym napisie, mam nawet takie dwie! Druga jest różowa, ale obydwu używam do przechowywanie smakołyków 🙂

Granulki są duże, mają około 1,5-2cm szerokości/długości. Nie są tłuste. więc dość przyjemnie się nimi nagradza (oczywiście trzeba poczekać aż pies solidnie pogryzie!).  Żadnych brzusznych problemów nie zauważono, a niestety worek był zbyt mały, żebym mogła zauważyć jakieś zmiany w jakości sierści. 

Zdecydowanie polecamy tę karmę i jeśli będziemy mieć taką możliwość, chętnie sięgnę po nią raz jeszcze 🙂