Jesień.

Wrzesień się kończy, więc jak dla mnie jesień startuje pełną parą. Wiem, że wpisów na temat tej pory roku znajdziecie pewnie trzy tysiące dwieście jedenaście, ale mimo wszystko chcę się podzielić moją historią na ten temat.

Z resztą, jak zwykle.

Nienawidziłam jesieni. 

Naprawdę, uważałam że najlepsza jest zima i lato. Jeśli ma być ciepło, to niech będzie gorąco, a jeśli ma być zimno, to niech będzie lodowato. Byłam miłośniczką skrajności.
Jesień i wiosna były dla mnie takimi zapychaczami, kiedy natura nie za bardzo wiedziała co ma zrobić z czasem. Zupełnie nie ogarniała sprawy i w efekcie były takie dwie mokre pory roku, kiedy wiało i ubierałeś się na cebulkę. Jednym słowem: masakra.

A potem do mojego życia wbiegł z wiecznie brudnymi łapkami Beethoven. I się zaczęło. 

Będąc w podstawówce nie spędzałam codziennie czasu na świeżym powietrzu, czego teraz bardzo żałuję. Na szczęście, jak wszyscy wiemy, psy potrzebują spacerów w celach fizjologicznych, ale też dla rozrywki i urozmaicenia dnia.

Kiedy dzień w dzień wychodziłam ze smyczą w ręku, nieświadomie tworzyłam sobie w głowie obraz idealnych warunków spacerowych. Logicznym jest, że czasem narzekało się na brak chęci, zmęczenie czy inne nieistotne rzeczy, ale w efekcie końcowym i tak lądowałam z psem w parku lub ciekawym zakamarku miasta. Nie mam pojęcia co takiego jest we wspólnym spędzaniu czasu z psem w postaci spacerowania, ale mój organizm zaczyna produkować szalone ilości endorfin, a patrząc na Beethovena, u niego jest podobnie. I niezależnie od pogody uwielbiam tę aktywność, ale kiedy słoneczko świeci, to jakoś tak przyjemniej, prawda?

I dla mnie, najwspanialszym czasem na spacerowanie jest jesień. Prawdziwa, polska, złota jesień 🙂 Komfortowa temperatura wynosząca od ośmiu do osiemnastu stopni, lekki wiatr i słońce. Czasem lubię też popatrzeć na deszcz, wręcz ulewę. Uspakaja mnie to, bo daje mi to pewnego rodzaju przeczucie, że natura ma wszystko pod kontrolą. Nawet jeśli nikt inny w to nie wierzy.

Uwielbiam oglądać spadające liście z drzew, ale też słuchać szumu gałęzi w chłodniejszym wietrze. Słońce przebijające się przez żółto-pomarańczową warstwę tworzy wyjątkową atmosferę, którą nie sposób odtworzyć w inne pory roku. 

Nie uważam już, że okresy przejściowe takie jak wiosna i jesień są złe, wręcz przeciwnie. Obserwowanie natury weszło mi w nawyk i nie zamierzam przestawać. Pierwsze żółknące liście na drzewach, żołędzie pośród trawy i rośliny tracące kwiaty – zauważam to coraz bardziej z dnia na dzień i uśmiecham się. Uśmiecham się, bo wiem, że żyję w takim miejscu (jak i czasie), gdzie mogę się takimi rzeczami cieszyć. A drugim powodem jest ciepło w samym środku mnie, gdy myślę o tym, że mam dopiero szesnaście lat, więc wiele takich cykli życia przede mną.

Nie zamierzam ich zmarnować, oj nie.

Wiele jesiennych ujęć możecie zobaczyć na naszym Instagramie, więc jeśli macie konto na tym portalu, to gorąco zachęcam do zaobserwowania @bthegreat.pl 🙂

Jedno ze zdjęć możecie zobaczyć poniżej 😉

Korzystajcie z pięknej jesieni najlepiej jak umiecie, ja tymczasem zmykam zachwycać się widokami!