Pozytywne historie #2 – Wędrujące rzeczy

Do dzisiejszego wpisu zabierałam się więcej razy niż mogę sobie przypomnieć. Było kilka szkiców na Pozytywne Historie, ale też zupełnie inne tematy. W końcu stanęło na wpisie, który jak zwykle, pojawił się w mojej głowie całkowicie przypadkiem. Zapraszam do opowieści o dzieleniu się, zbytku i pomaganiu.

Udało mi się po wielu tygodniach wyjazdów wrócić do domu. Nie chcę żeby zabrzmiało to, jakby podróże były czymś okropnym, bo je uwielbiam. Po prostu w dużej ilości… są nieco przytłaczające. A własny pokój, ukochane krzesło i znany widok z okna to coś, co znajduje swoje miejsce w sercu mieszkającego.

Plan był prosty – rozpakować się. Wyjęłam rzeczy z toreb, ułożyłam w stosikach i otworzyłam szafę. I w tej chwili wszystkie zamierzane czynności legły w gruzach. Moje ubrania wysypywały się z pudełek, spadały z półek. Najgorsze było w tym wszystkim, że ja dużej części z tych rzeczy nigdy nie miałam na sobie. Nawet raz.

Byłam bezlitosna i działałam impulsywnie – na szczęście u mnie takie metody zwykle dają radę. Cała odzież wylądowała na dywanie i łóżku, a ja zaczęłam to wszystko przeglądać. Jeśli krój, kolor, rozmiar czy typ mi nie pasował, po prostu odkładałam to na bok. W ten sposób zaczęła mi się formować zacna górka ubrań niechcianych. Z posiadania części z nich nawet nie zdawałam sobie sprawy. Jeśli wahałam się nad tym czy zostawić daną rzecz, skupiałam się i próbowałam sobie przypomnieć kiedy ją nosiłam. Gdy nie mogłam skojarzyć takiej sytuacji przez dłużej niż kilkanaście sekund, bluzka czy inna część ubioru lądowała na stercie.

Kiedy już szafa zawierała tylko rzeczy, w których chodzę (lub chodzić planuję), przeniosłam wzrok na kopiec znajdujący się na dywanie. Jego rozmiar trochę mnie przytłoczył, bo przecież kiedyś każdą z tych rzeczy trzymałam w dłoni i świadomie odkładałam na półkę. W praktyce dopiero wtedy je z tej półki ściągnęłam. Dlatego każde, ale to każde kolejne zakupy traktuję poważnie. Bo ktoś poświęcił swój czas i energię na to, żeby te ubranie powstało. I jego zadaniem nie jest leżeć w szafie czy w śmietniku.

Ano właśnie. Mam te ubrania odseparowane, ale co mam z nimi zrobić? Nie ma mowy o wyrzucaniu, bo nie toleruję takiego marnotrawstwa. System zrzutów chwilowo odpadał, bo nie miałam jak tych ubrań przetransportować, a z rodziną mieliśmy się zobaczyć za czas raczej dłuższy niż krótszy. A pokój zawalony.

Tutaj chciałabym wtrącić czym są zrzuty. Kiedy z czegoś wyrosnę, kupię/dostanę coś, czego nosić nie chcę, to pakuję to wszystko w torbę. Ta trafia w obieg rodzinny, czyli do tych osób, które może z tego jeszcze skorzystają. Jeśli im się nie spodoba, podają dalej swojej rodzinie i znajomym. Proste? Też tak uważam.

Czasem gdy ubrania są ewidentnie nie w guście znajomych, czy też nie mamy okazji się spotkać, jadą na wieś. Tam jest wiele chętnych osób na takie paczki 😉 Wróćmy jednak do mojej sterty w pokoju. Co z nią zrobiłam?

Nie wiem jak to wygląda w innych miastach, a nawet dzielnicach Warszawy, ale u nas co jakiś czas pojawiają się magiczne karteczki z czerwoną czcionką.

I takie magiczne powiadomienie znalazłam na naszej tablicy ogłoszeń. Prosto z nieba, co? 😉

Dlatego też moje dwa worki stoją i są już gotowe do wystawienia przed bramę. Pomaganie to bardzo ważna sprawa, a skoro możemy też pozbyć się zbędnych rzeczy z domu, to czemu nie?

Od dłuższego czasu czytam książkę Natalii Knopek „Miej Umiar”, autorki bloga simplife.pl. To właśnie dzięki niej dowiedziałam się jak wielki wpływ ma na nas otoczenie – także posiadane przez nas przedmioty, a w szczególności ich namiar. Że powinniśmy szanować to, co mamy i umieć się pozbyć tego, co nam niepotrzebne. Każe zastanowić się nad przeszłością i przyszłością w taki sposób, aby móc czerpać jak najwięcej z teraźniejszości. Jeśli będzie mi kiedyś dane oddać swój głos na książkę, którą każdy powinien przeczytać, będzie to ta.

Ach, ponczo widoczne na zdjęciu tytułowym jest moje i tylko moje, ale udało mi się je odkopać podczas Wielkich Porządków Szafowych. Historycy tak określają ten niesamowity przełom w historii, bo Zośka Pierwsza nigdy wcześniej takich rzeczy nie robiła.

A Wy? Co robicie z ubraniami, które już przestały być przez Was lubiane albo zostały odłożone w kąt z jakiegokolwiek innego powodu?