Dobro się opłaca

Spaceruję sobie wczoraj – a dokładniej kieruję swoje kroki w stronę domu, niż dalej wgłąb miasta – co dopiero padało, a ja miałam dużo do zrobienia na dzień kolejny. I idę sobie tak swoim tempem, Bet na smyczy maszeruje tuż przede mną. Nagle słyszymy dźwięk tłuczonego szkła, tego nie da się z niczym innym pomylić.


Wtem w głowie pojawiają mi się myśli: „za chwilę pójdę i nakrzyczę, psy sobie łapy rozcinają o rozbite szkło”. Coś jednak mnie w głębi duszy tryka i szukam wzrokiem przyczyny tego zdarzenia. Mam przeczucie, że mogę się mylić, a ktoś może mieć jakieś kłopoty.


Co widzę? Na chodniku, tuż przy zaparkowanych samochodach, kuca młoda kobieta (w Simsach zakwalifikowałabym ją do kategorii „młody dorosły”) i próbuje ogarnąć cały ten bałagan. Nie zastanawiając się, ruszam w jej kierunku żeby pomóc. W końcu ludzi w potrzebie nie zostawia się samym sobie.
Podbiegam i już dobrze wiem co się stało. Papierowa torba musiała zamoknąć od deszczu i się przerwała, w wyniku czego stłukła się butelka słodkiego piwa (zapach był dobrze wyczuwalny, nie myślcie że lizałam chodnik, tak źle ze mną nie jest).


Pomogłam pozbierać szkło, później postałam przy zakupach, żeby kobieta mogła wyrzucić śmieci i zanieść część rzeczy z powrotem do samochodu – nie była w stanie bez tej torby zanieść wszystko do mieszkania na raz.
Uśmiech na twarzy tej Pani i moja wewnętrzna satysfakcja są nie do opisania.
Pomagajcie kochani, pomagajcie. Tylko tak zmienimy ten świat na lepsze. Nie martwcie się, że nikt Wam obcy wcześniej nie pomógł, ktoś musi wykrzesać z siebie tę iskrę dobroci, żeby mogła przejść z człowieka na człowieka.

Dzisiaj krótko, ale prosto z serca. Bo takie sytuacje zdarzają nam się na okrągło, kiedy możemy pomóc, ale nie zawsze się na to decydujemy. Nieraz niosłam zakupy ludziom, którzy nie mieli na to sił. Wnosiłam walizki po schodach w metrze czy na peron tramwajowy. Zbierałam pieniądze, które się wysypały.

To nie chodzi o gloryfikację mojej osoby, tylko o uświadomienie pewnej rzeczy. Nie trzeba być kimś wielkim i nieomylnym, żeby pomagać. Owszem, niektórzy spojrzą na nas krzywo lub odmówią. To całkowicie normalne, mają prawo do powiedzenia nie. Kiedy spacerowałam z Beethovenem innego dnia, spotkałam płaczącą kobietę i zapytałam delikatnie, czy wszystko jest w porządku. Wiedziałam, że nie jest, ale zawsze milej będzie gdy się uśmiechniemy i zaoferujemy pomocną dłoń. Niektórzy w takiej sytuacji zaczną nam opowiadać, dzięki czemu będzie im lżej.

Ludzie są różni, ale coś nas łączy, a na pewno powinno.

Człowieczeństwo. Empatia. Wrażliwość.

Niepozorne słowa, a tyle znaczą.