Podróże z Psem | Zawody | Życie z psem

Mój pies uczy się latać – Latające Psy w Gdyni 2017

Sierpień 12, 2017

fot. Paw Shots Photography

Jako że z Beethovenem zaczynamy poważniej traktować frisbee, to co jakiś czas pojawiamy się na zawodach. Byliśmy już dwa razy w Warszawie, raz w Poznaniu i raz we Wrocławiu. Ale jednak start w Gdyni znaczył dla mnie więcej. Dlaczego? Sami zobaczcie 😉

Do Gdyni wybraliśmy się z rodzicami prosto z Odlotowego Odlotu w Annówce. Droga zajęła nam około 4h do miejsca noclegu – nie było ono w Gdyni, lecz po drodze, oddalone o jakieś 30-40 min drogi samochodem 😉 W sobotę rano rodzice podrzucili mnie do parku Kolibki zwartą i gotową 😀

Jeśli ktoś kojarzy start we frizgility w Poznaniu 2017, gdzie pies schował się do tunelu z dyskiem tak, że jego właścicielka musiała wchodzić do środka – tak, to ja. Była to porażka, Bet był totalnie przegrzany, omijał hopki i chował się w cieniu. Po tym starcie uznałam, że frizgility nie jest dla nas i więcej nie wystartowałam w tej konkurencji. Mój światopogląd obrócił się o 180 stopni, gdy Agnieszka Guba na Odlotowym Odlocie udowodniła mi, że Bet potrafi i ślicznie biega we frizgility. Niestety było to 2 dni przed LP i nie zapisałam się na start w tej konkurencji. Mea culpa.

Sobotę spędziliśmy na oglądaniu występów, spacerku na plażę (a nawet dwóch!) i rozmowach ze znajomymi. Beethoven bliżej poznał się z psem o imieniu Gru, który był z nami na Odlocie – teraz można powiedzieć, że zachowują się razem jak najlepsi przyjaciele ♥

Postój na McDonalda ♥

A tu kolejna przerwa do zawodów ♥

W ten sposób Bet przespał/przeleżał większość czasu na LP – Portable Dog Kennel – polecamy!

Najlepsi psijaciele na plaży ♥

W sobotę około 16-18 zabraliśmy parę rzeczy i ruszyliśmy podbijać Gdynię jako taką. Wybraliśmy się wraz z familią na miejsce rozpoczęcia Iron Mana, który odbył się kolejnego dnia. Nacieszyliśmy swoje oczka rowerami za 20-60 tys (ja wolę inwestować w psa, ale jak kto lubi 😛 ) i zobaczyliśmy ludzi, którzy dobrowolnie będą brali w tym udział 😉

Po tym, jak napatrzyliśmy się na to wszystko, włożyliśmy swoje rzeczy do samochodu i ruszyliśmy na…kemping! Tak, spaliśmy pod namiotem i był to pierwszy raz Beethovena! Trochę się obawiałam jak to będzie, ale Bet zachowywał się nienagannie. No może prócz usilnego wciśnięcia się do środka sypialni – był tam nadmuchiwany materac i nie chcieliśmy ryzykować przedziurawieniem. Założenie było takie, że pies będzie spał w klatce i tak dokładnie było 😉 Cała noc przespana prócz momentu gdy ktoś się kręcił i Bet zaczął szczekać. Zdarza się 😛

Miałam pobudkę z samego rana, ponieważ do Gdyni miałam dostać się pociągiem! Zdecydowanie wypad nowości, bo w pociągu Bet również nigdy nie był 😉 Bilet mój+pies kosztował mnie całe 5,72 zł (za psa płaciłam złotóweczkę). Nie mam pojęcia jak mój portfel to przebolał. Na początku Beethoven bał się tego specyficznego dźwięku syczenia przy rozpędzaniu się pociągu, ale z czasem przywykł i tylko podnosił delikatnie koniuszki uszu 😉

Taki grzeczny psiak ♥

Pod koniec drogi dosiadła się do nas kobieta z pytaniem „Czy Pani też na wystawę?” Odpowiedziałam, że nie, my na zawody. Lubię spotykać przypadkowych ludzi, którzy okazują się zaangażowanie bardziej lub mniej w psi świat ♥ W momencie, gdy pociąg hamował na naszej stacji – Gdynia Orłowo, podszedł do nas kontroler biletów. Zaaferowana, żeby zdążyć wysiąść, wyciągałam bilety w pośpiechu. Oczywiście jakby inaczej, suwak plątał mi się między palcami, monety wypadały z portfela. Przy okazji puściłam smycz… Beethoven wybiegł na peron, lecz na szczęście zatrzymał się w połowie, Jednocześnie cała stacja usłyszała mój mój krzyk „STÓJ!” i już z podniesionym ciśnieniem zamachałam gniewnie biletami przed nosem kontrolera. Na przyszłość chyba po prostu wyjdę z pociągu. Ale zabawa była na 102.

Oczywiście skoro piszę w tytule „mój pies uczy się latać” to raczej w czymś startowałam. Nie jest inaczej, bo zapisałam się do ThrowNGo lvl1. Dla Beethovena konkurencja niezbyt skomplikowana, szybko ogarnął. Wystarczy pobiec, pochwycić (pff, proste) i przynieść. I tak w kółko. Fajnie, nie? Ja natomiast przynoszę wstyd mojemu psu – idealnemu łapaczowi dysków i rzucam dyski w ziemię. Centralnie. Nie ma wątpliwości. W Gdyni co prawda posłałam moim zdaniem 2 dyski w ziemię, ale pierwszy Bet dzielnie uratował i zyskaliśmy 3 punkty. Drugi był niemożliwy do złapania. No nie.

fot. Oliwia Cyperska Photography

Widać, że się starał uratować ♥

Końcowo udało nam się zdobyć 30 punktów i wylądować na 17 miejscu na 95 teamów! Podziękowania należą się mojemu psu, który starał się na 1000%. Aportował jak szalony, wracał szybciutko – tylko i wyłącznie dlatego mamy zaliczony sweetspot pasywny 😉 Czy ja już wspominałam jak fantastycznego frizbowgo mam psa? ♥