Przemyślenia | Z Życia Wzięte

Idealnie Nieidealna

19 sierpnia 2018

Czas na wielki powrót wpisów w tym klimacie! Dzisiaj będzie coś o mnie, o wyglądzie, o charakterze i innych tym podobnych.

Życie w kamperze dobiegło końca. Nieraz przypinałam się pasami będąc w piżamie, nieuczesana i z większą ilością syfków na twarzy niż włosów na głowie. I szczerze mówiąc… nie dbałam o to. Dni, w całym swoim życiu (!), podczas których miałam na sobie makijaż, mogę policzyć na palcach jednej dłoni. Też czasem chcę wyglądać lepiej lub dodać sobie powagi i wtedy wkładam dużo więcej energii podczas szykowania się. Jednak przez większość czasu po prostu jestem sobą. Oznacza to przeczesane włosy lub niechlujny kok (ostatnio bardzo się polubiliśmy), jakieś spodnie z koszulką i uśmiech na twarzy. Nie oznacza to, że zupełnie nie interesuje mnie to, jak wyglądam, tylko czuję się dobrze ubierając się dokładnie tak jak chcę. Czego więcej potrzeba?

Kolejną rzeczą perfekcyjnie nieperfekcyjną jest moje pismo wraz z całokształtem notesu. Kiedyś patrząc na zdjęcia z Facebooka, Instagrama czy Pinteresta z prościutkimi tabelkami, pięknymi wykresami i rozpiskami, sama spędzałam długie wieczory na tym, by zrobić równie „idealne”. Warto było? Zdecydowanie nie. Pochłaniało mnóstwo czasu, a efekt końcowy w żadnym wypadku nie był mój, tylko skopiowany od kogoś innego. Jak jest teraz? Wybacz mi Pupilu, ale notes jest pełen błędów, przypadkowo postawionych kresek i kropek, ale to oznacza, że tętni życiem. Koślawe litery, odręczne rysunki – przynajmniej mam pewność, że nikt, ale to nikt tego nie podrobi!

A w tym wszystkim chcę tylko (i aż) pokazać, że nie ma ludzi idealnych. Nie ma par, które nigdy się nie kłócą. Nie ma córek/synów, którzy choć raz nie pyskowali. Ale to co najbardziej mnie boli, większość osób jest niezadowolone ze swojego wyglądu i/lub charakteru.

Jestem coraz bliżej całkowitego zaakceptowania tego, jak wyglądam, ale nadal nie jest perfekcyjnie. Szczególnie nie pomagają wakacje, podczas których jem i jem. Każdy z nas ma lub miał jakieś kompleksy, sama zawsze uważałam, że lubię siebie taką, jaką jestem. A potem przyjrzałam się bliżej, stojąc przed lustrem i uświadomiłam sobie, że tak nie jest.

To była jedna z tych nieświadomych decyzji, które mają zaskakujące efekty. Bo jak się okazało, miałam okazję zrobić jedną z najlepszych rzeczy. Zobaczyć z bliska te wszystkie moje niedoskonałości i zauważyć… że nie są takie straszne. A nawet jeśli się nie lubimy, to od czegoś są te lepsze punkty.

Kolejnym krokiem jest zmiana. Narzekam na różne problemy skórne? Czas regularnie myć twarz i bardziej o nią dbać. Zniszczone włosy, szczególnie końcówki? Ściąć i zapytać fryzjerki czy powinnam o nie w specjalny sposób dbać. Problemy mają swoje konkretne przyczyny i w dużej części możemy coś z nimi zrobić. A jeśli robimy wszystko co w naszej mocy i nadal jesteśmy niezadowoleni… to zostaje nam zaakceptować stan rzeczy. Bo z osobą, którą widzisz w lustrze będziesz musiał się spędzić całe życie. Lepiej się chyba polubić, co nie?

Jeśli chodzi o mój charakter, to nie mam zbyt dużej ilości cech, które mnie irytują. Oczywiście są takie rzeczy, przy których moja rodzina i znajomi dostają szału, ale wiem, że bez tego nie byłabym sobą.

Pamiętacie te ćwiczenia w przedszkolu/szkole, gdzie trzeba było wypisać swoje mocne strony, umiejętności i zainteresowania? Każdy z marszu mógł powiedzieć czego NIE lubi, NIE potrafi i NIE umie. Jednak kiedy przychodziło do pokazania swoich zalet, nikt nie był chętny na ochotnika. Wiele osób mówiło: „Nic”, „Nie wiem” czy „Muszę jeszcze pomyśleć”. Teraz z pewnością jesteśmy starsi, ale czy dzięki temu lepiej poznaliśmy samych siebie? Jest tylko jeden sposób, żeby się o tym dowiedzieć. Wyjmij kartkę, otwórz Worda lub notatki w telefonie. I zrób to zadanie, uczciwie wypisując swoje zalety, mocne strony, zainteresowania i umiejętności. Żeby było łatwiej, ja zacznę.

Nie lubię formy organizacji myśli, jakim jest lista z punktami, więc po prostu dedykuję temu ćwiczeniu akapit czy dwa. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, co? Na jutro nie zamierzam tego odkładać, zaczynajmy.

Zawsze lubiłam swoją pewność siebie. To ja pukałam (i mówiłam!) do nauczycieli w podstawówce, pytałam przechodniów o godzinę kiedy nie miałyśmy z koleżankami zegarka. Nie zawsze jestem pewna swoich możliwości, nieraz zjadała mnie trema, ale w końcu jakoś się wszystko udawało. Teraz nie mam problemu z podejściem do obcych osób, co owocuje wieloma znajomościami. Kolejną, powiązaną cechą jest szybkie aklimatyzowanie się i w nowym środowisku i łatwe nawiązywanie kontaktów. Kiedy po podstawówce czekał mnie wybór kolejnej szkoły, to w przeciwieństwie do innych, chciałam pójść tam, gdzie nie szły moje koleżanki. Z własnej woli chciałam znaleźć się w miejscu, gdzie nikogo nie znam. Jeśli chodzi o poznawanie ludzi, każda okazja jest ku temu dobra. Duża część cenionych przeze mnie relacji zaczęła się od głupiego komentarza czy pożyczenia ołówka. Warto moi drodzy, warto.

Zainteresowań mam bardzo dużo, przez to też nigdy się nie nudzę. Albo inaczej, nudzę się tylko wtedy, kiedy mam na to ochotę 😉  Najdłużej towarzyszy mi czytanie książek, odkąd w 2-3 klasie podstawówki pochłonęłam Harry’ego Pottera w tydzień. Jestem totalnym molem książkowym, bez skrupułów i ograniczeń. Dzięki temu, jeśli zapomnę o lekturze, nie muszę się aż tak przejmować – jej przeczytanie nie zajmie mi dużo czasu. O fotografii wiadomo, tak samo jak i o psach i podróżach. Jest jeszcze amatorskie rysowanie, ale to trudna sprawa – dość często się na siebie obrażamy, więc nie mam okazji regularnie ćwiczyć.

Umiejętności… Przyszły mi na myśl kiedy obserwowałam pracownika w wypożyczalni rowerów i właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że mogłabym to robić. Może moja wiedza nie jest spektakularna, a doświadczenie niewielkie, ale mam już jakąś bazę. Podobnie jest z literaturą, odnalazłabym się w roli bibliotekarki lub pracowniczki księgarni. Lubię się uczyć nowych rzeczy, więc duża część stanowisk nie byłaby dla mnie przeszkodą nie do pokonania. Kolejną rzeczą jest język angielski, którym posługuję się płynnie i dobrze daję sobie radę. Chwilami nawet wolę ten język od polskiego! To jednak jest historia na inny wpis 😉

Z grubsza to już wszystko, więc proszę brać ze mnie przykład i zabrać się za ćwiczenie. Jeśli czujecie taką potrzebę, możecie to później opublikować na jakimś social media lub blogu. Dodatkowo będę wdzięczna jeśli zachęcicie do zadania swoich znajomych. Bardzo, ale to bardzo ważne jest znanie swoich mocnych stron. Dzięki temu możemy oceniać realnie nasze możliwości w danej sytuacji, a przede wszystkim wzmacniać w nas to, co dobre.Mam nadzieję, że nie było chaotycznie, bo za każdym razem gdy poruszam ważny dla siebie temat, emocje szaleją i potrafię się zapętlić czy powtórzyć. Dajcie też koniecznie znać co myślicie o powrocie do klasycznych przemyśleń Zośki i pochwalcie się gdy wykonacie ćwiczenie (nie musicie publikować efektów, informacja wystarczy!) 😀