Wybory w życiu ucznia – co chcę robić dalej?

Przede mną spory egzamin podsumowujący wszystkie etapy nauki, przez które przeszłam. Jego wynik zadecyduje o tym do jakiej szkoły się dostanę. W swoim środowisku słyszę głównie dwa głosy odnośne tej sytuacji:

  1. Jestem najlepszy, dostanę się do uczelni na pierwszych miejscach w rankingu ogólnopolskim – jak nie światowym!
  2. Nie poradzę sobie, moja przyszłość legnie w gruzach, jestem skończony…

Nie zgadzam się z żadnym z nich, mam zupełnie inne podejście. W tym wpisie tłumaczę dlaczego.

 

W swoim życiu każdy staje przed różnymi wyborami, jak praca, relacje, wykształcenie, mieszkanie. Ludzie dookoła nas często próbują nam doradzić, jednak czasem jest to swego rodzaju sugestia „znacząca”, prawie nakaz.

Przy wyborze szkoły kieruję się trzema aspektami:

  1. Ludzie – najważniejsza jest dla mnie opinia uczniów danej placówki. To oni spędzają w niej nawet 8 godzin dziennie, więc ich zdanie jest bazowane na doświadczeniu. Zawsze pytam o nauczycieli, atmosferę, wycieczki, ilość osób w klasie czy sposób prowadzenia lekcji. Przecież mam spędzić kolejne 3 lata ucząc się w tym miejscu, więc wolę wiedzieć jak najwięcej 🙂
  2. Profil klasy – jeśli interesuje Cię historia, sztuka, wiedza o społeczeństwie, to klasa matematyczno-fizyczna czy biologiczno-chemiczna nie jest dla Ciebie. Nie ma sensu na siłę dołączać do klasy, której przedmioty rozszerzone Cię nie ciekawią. W najlepszej sytuacji będziesz się nudzić, ale możesz też po prostu nie dać sobie rady.
  3. Poziom nauczania – nie oznacza to, że ograniczam się do pierwszych 10 pozycji na liście najwspanialszych szkół. Chcę trafić do miejsca, w którym się czegoś nauczę w sposób ciekawy i gdzie pomogą mi przygotować się do matury. Mogę oczywiście uczyć się na własną rękę, ale skoro nauczyciele mogą mi to ułatwić, to czemu by nie skorzystać?

Nie pozwól by egzaminy Cię przygniotły!

Mieszkam w Warszawie, mieście mającym jedne z najlepszych uczelni/szkół w Polsce. Gdy zbliża się wybór, ze wszystkich stron jestem bombardowana pytaniami, sugestiami. Czy pójdziesz do Staszica? A może jednak Poniatowski? Są to bardzo dobre szkoły w mniemaniu większości warszawskiego społeczeństwa. Próg punktowy, jaki trzeba osiągnąć, aby się tam dostać jest wysoki, „ale co to za problem dla piątkowego ucznia”. A może ja tego nie chcę? Nie pragnę za wszelką cenę być częścią najwspanialszej uczelni/szkoły w tym mieście. Sama mogę podjąć decyzję, co chcę robić w swoim życiu dalej.

Z drugiej strony, podejście, że nie dam rady. Nie jestem w stanie osiągnąć swoich marzeń, jestem skończona. Ludzi z takim podejściem odsyłam do mojego wpisu o samoocenie i wierzeniu w siebie. Przeczytane? No to zapraszam dalej.

Kilka dni temu miałam doła, przejmowałam się tym, że skończę w zwykłej szkole o której nikt nie słyszał… co właściwie jest w tym złego? Mogę być szczęśliwa gdziekolwiek, jeśli podejmę tą decyzję świadomie. Nie mam obowiązku uczęszczać do najlepszych placówek w mieście/kraju/okolicy. Mogę iść tam, gdzie zechcę.

Jest też druga strona medalu, bo skoro mogę być szczęśliwa wszędzie, to po co się starać?

Ambicja. Jedną z moich cech, może niezbyt widocznych, jest ambicja. To ona pcha mnie do przodu i mówi: „Rób więcej, lepiej, bardziej!” Potrafi wyciągnąć mnie z kryzysu – ale i w taki mnie zaplątać. Mam marzenia, a jak dobrze nam wszystkim wiadomo:

Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia.

Jakub B. Bączek

Wyznaczyłam sobie cele, do których osiągnięcia potrzebuję wielu rzeczy jak i umiejętności. Większość z nich mogę nabyć sama, ale skoro szkolnictwo może mi pomóc, to zamierzam wybrać taką szkołę, w której będę móc się rozwijać, znajdę ludzi, których zainteresowania będą podobne do moich –  w takim środowisku po prostu będzie mi lepiej.

 

Młodzi ludzie, nie dajcie się. To jest i zawsze będzie Wasza decyzja, bo to Wasza przyszłość.