Projekt 62 – połowa za nami!

Pierwszy miesiąc wyzwania dobiegł końca. Pewne rzeczy udało mi się zrealizować, część zaczęłam, a niektóre nadal pozostały w stanie nienaruszonym. W międzyczasie miałam ferie, które niestety nie sprzyjały mojej mobilizacji do pracy – potraktujcie to jako wymówkę 😛 Teraz zapraszam do przeczytania, co zaniedbałam, z czego jestem dumna oraz do pooglądania zdjęć.

Ludzka część bloga

Wyznaczyłam sobie konkretne cele do zrealizowania, a to było dla mnie najtrudniejsze. Nie psie sztuczki, nie robienie zdjęć – dopilnowanie samej siebie.

Ćwiczenia

Jednym z moich postanowień było regularne ćwiczenie. Nie udało mi się ćwiczyć codziennie, ale przynajmniej próbowałam. Ściskacz (na zdjęciu) jest wybawieniem dla moich słabych rączek. Można z nim samym rozwijać różne partie mięśni, przykładowo przedwczoraj wymyśliłam, że ściskanie go równocześnie dwoma dłońmi wzmocni barki i ramiona. Na własne życzenie umierałam później na zakwasy.

Cukierek jest tutaj nieprzypadkowo, w końcu motywacja skądś się musi brać, prawda?

No i śliczna obudowa od Pupilu ♥

Planowanie

Wielką rewolucją w moim niezorganizowanym życiu był Bullet Journal. Niedługo minie rok, od kiedy zaczęłam go używać. Dzięki temu pojawiły się pierwsze momenty poukładania, wiedziałam, że nie mogę wziąć kolejnej rzeczy na siebie bo nie zdążę i jest to miejsce, gdzie wyżywam się artystycznie. Tutaj moja strona tytułowa na luty, zrobiona w całości długopisem. Jestem zwolenniczką stonowanych kolorów, braku taśm i ewentualnie papierowych dodatków.

Bullet Journal prowadzę w zeszycie Devangari, jednak żałuję, że nie rozkłada się na płasko 🙁

Kolejną częścią planowania, było stworzenie dziennika treningowego. Dużo zawdzięczam Weronice, bo to jej dziennik przyczynił się do stworzenia końcowej wersji. Sporo się napracowałam, żeby polubić tą metodę, bo nigdy nie zapisywałam swoich spostrzeżeń na temat treningów. Ale najgorsze dla mnie było, kiedy spostrzegłam, że tylko kilka razy w tygodniu robię coś z psem. To była solidna bariera, aby znaleźć najzwyklejsze 5 minut na sztuczkę czy szarpanie.

Teraz mogę powiedzieć, że się udało.

Jednak to nie jest wpis o moim planowaniu (zamierzam taki stworzyć, bo dotarły do mnie liczne pytania odnośnie Bujo czy Dziennika).

Fotografia

Kolejnym celem było poprawienie umiejętności związanej z robieniem zdjęć. Pierwszym stopniem było przeczytanie 3 poradników, które stoją u mnie na półce i wcielenie w życie zasad tam opisanych.

Częściowo się udało, ponieważ czytam. Na razie tylko czytam, ale mam nadzieję, że uda mi się wreszcie poszukać informacji o programach do obróbki zdjęć i swoim aparacie. Trzymam za ten pomysł kciuki.

W poprzednim wpisie odnoście Projektu ktoś zapytał jakie to poradniki. To książki wydane przez National Geographic, napisane przez Michaela Freeman’a o trzech tytułach: kolor, fotografia zbliżeniowa oraz krajobrazy i przyroda. Zaczęłam od tej ostatniej ze względu na zainteresowanie fotografią natury. Czyta się przyjemnie, szczególnie jeśli uwielbia się przyrodę tak bardzo jak ja.

Psia część bloga

W związku z Beethovenem udało mi się zrobić trochę więcej rzeczy, ale też dużo celów dobie wyznaczyłam. Raz jeszcze wspomnę, że ferie nas rozleniwiły, więc nie jest to najlepszy miesiąc pod względem dopilnowania wszystkich zadań.

 

  1. Reakcja na imię i skupienie – Klikamy, ćwiczymy i otrzymujemy różne porady od ludzi z grupy Projektu 62. Jest już coraz lepiej, kuleje moja regularność ćwiczeń.
  2. Klatkowanie – wielki sukces! Metalową klatkę trzymamy na razie w samochodzie, bo Beethoven nie ma z nią większego problemu. Znienawidzona był przez niego materiałowa, rozkładana – zawsze używana tylko na wyjazdach, kojarzyła się z zamykaniem i złem. Postawiłam ją w pokoju i nagle, magicznie – jest super! Do tego stopnia, że raz się obudziłam rano i Bet spał w złożonej klatce – przez przypadek musiałam ją wieczorem kopnąć.
  3. Kaganiec – też klikamy, ćwiczymy, większych efektów na razie nie ma.
  4. Kliker większość ćwiczeń robimy właśnie z nim, ale warunkowanie trwa duuużo dłużej. Postępy widać, ale wciąż ćwiczymy.
  5. Wchodzenie na przedmioty – przemilczmy moją porażkę, nie zrobiłam w tym kierunku prawie nic… Jedynie w pierwszych dniach stycznia regularnie ćwiczyłam, muszę do tego wrócić!

Moje dwa notesy: Devangari (bulet journal) na górze i czarny notes (dziennik treningowy) pod spodem ♥

To wszystko! A Wy? Bierzecie udział w wyzwaniu? Jak Wam idzie?